Eksperyment na wolności: notatki z Holandii”
To nie był zwykły kryzys. To był test na posłuszeństwo globalny, elegancko zaprojektowany, z narracją o zdrowiu i solidarności, która miała smak sterylnego strachu. Byłem tam. W Amsterdamie. Widziałem, jak na placu Dam ludzie, którzy przez całe życie wierzyli w demokrację, zaczynali się jej bać. Policja w kaskach, końskie szarże, tłum krzyczący „vrijheid!” słowo, które nagle zabrzmiało jak zakazane zaklęcie.

A ja, z aparatem, próbowałem złapać coś więcej niż obraz: chwilę, w której człowiek przestaje wierzyć w system, który sam zbudował. Thierry Baudet napisał potem „Het Coronabedrog” książkę, która nie była tylko sprzeciwem wobec polityki pandemicznej. To był akt oskarżenia wobec świata, który uznał strach za moralność. I choć można się z nim spierać, trudno mu odmówić jednego odwagi, by nazwać rzeczy po imieniu. Bo Holandia, ta spokojna, logiczna, nowoczesna Holandia, stała się w tamtym czasie laboratorium zachowań społecznych. Zamknięte kawiarnie, puste kanały, milczące muzea kraj, który zbudował wolność na handlu i tolerancji, nagle zaczął handlować posłuszeństwem.

Z perspektywy fotoreportera to był koncert światła i cienia, absurdalnie piękny i przerażający zarazem. Flary odbijały się w kałużach po wodzie z armatki, ludzie krzyczeli do obiektywów, jakby to miała być ich jedyna forma pamięci. Niektórzy wchodzili w ogień, inni tylko patrzyli, żeby następnego dnia w pracy powiedzieć: „nie wiem, nie znam widziałem, nie chcę się mieszać”. A ja wiedziałem jedno świat się właśnie przestawiał na inny tryb. Pandemia była jak preludium. Próba generalna systemu, który dopiero się kształtował.

Nie trzeba było teorii spiskowych wystarczyła praktyka codziennego strachu, który krok po kroku zamieniał społeczeństwa w algorytmy. Zamówienia online, rozmowy na Zoomie, QR-kody zamiast kontaktu. To była nowa liturgia kontroli i większość z nas przyjęła ją z ulgą, bo obiecywała bezpieczeństwo.vBaudet zobaczył w tym świat, który odwykł od ryzyka. Ja zobaczyłem ludzi, którzy odwykli od kontaktu. Zrozumiałem wtedy, że przyszłość nie przyjdzie z dźwiękiem syreny przyjdzie cicho, z powiadomieniem w telefonie. I że historia, którą opowiadam moim obiektywem, nie dzieje się już tylko na ulicach, ale w naszych głowach.
Krzysztof Kubicki
